# Typowy nastolatek i rodzic

Poznajecie Anię, Manager z korporacji, mamę dorastającego syna ❓ Typowy nastolatek i jego rodzic. Czy na pewno ❓
Ania nie wiedziała, co ma zrobić. Czuła się bezradna. Schudła, a jej dawny blask w oczach wygasał.
Zapytacie zapewne, co jest przyczyną❓

Jej syn, kochany synek coraz częściej mówił, że odbierze sobie życie, że nie chce mieć „takich” rodziców. Nie chciał z nikim rozmawiać.
Ania wycieńczona chciała tylko zasnąć i obudzić się słysząc radosny śmiech swojego syna, tak, jak kiedyś na wspólnych wakacjach.

Sytuacja była bardzo poważna. Jej syn był już u psychiatry i właśnie zostały mu przepisane leki.
Nie mogę go stracić. Chcę go odzyskać. Tylko jak ❓ – usłyszałam na pierwszym naszym spotkaniu. Jej przyjaciółki, moje klientki sprzed kilku lat, martwiąc się całą sytuacją, namówiły Anię na spotkanie ze mną. Tak długo „suszyły jej głowę”, że w końcu uległa.

Na pierwszych sesjach łzy rozmazywały jej staranny makijaż.
Choć Aniu przyjrzymy się, gdzie tak naprawdę teraz jesteś ❓ Jak i w jakim stanie działasz w domu, w pracy. – zaproponowałam.

I wiecie, co odkryłam ❓ Wszędzie były problemy, konflikty. Stawało się jasne, że jej sposób myślenia, język, ton, postawa generuje konflikty. Wtedy też zaczęłyśmy wychwytywać, co i jak Ania w rzeczywistości komunikuje światu. A co najważniejsze jak widzi, co mówi i czego nie mówi swojemu synowi.

To był przełom, kiedy dotarło do niej, co robi swojemu synowi. Jak jej kochany synek musi czuć się niewarty, samotny, porzucony, przez własną matkę. Zero bezpieczeństwa. Całkiem sam. Już nie dziecko, jeszcze nie dorosły, ale już przeraźliwie krzyczący w środku, że czuje się samotny i opuszczony.

Zderzenie się z własną ścianą było druzgocące. Nie zdążyła.

Druzgocące, bo wyzwoliło w niej energię niczym wybuch bomby atomowej. Nie zdążyła stracić syna. Natychmiast zaczęła zmieniać sposób myślenia i masę innych rzeczy. Dzielnie walczyła dla syna i dla siebie. Były natychmiastowe efekty. W pracy i w domu.

Jej syn w końcu zaczął rozmawiać, uśmiechać się i przestał wspominać o ….
Uratowałaś co najmniej dwa życia- usłyszałam na koniec. No i jak tu nie płakać ze szczęścia❓

W pracy z klientami obserwuję bardzo dużo takich zderzeń z własną ścianą, a potem wybuch energii niczym bomba atomowa.

Jeśli podobnie jak u Ani, stykasz się wokół z samymi konfliktami, problemami w domu, pracy, a chciałbyś inaczej, to już najwyższy czas porozmawiać ze mną.
Napisz do mnie.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.